aktualności i teksty
Artykuły prasowe
-
2009-10-24 : Przestrzeń jazzu i potęga rocka
Na scenie gdyńskiego Pokładu, w ramach Jazzu z Gdyni, zagrało trio Antymosa Apostolisa. Gitarzysta obdarował publiczność niezwykłymi dźwiękowymi obrazami, w których zadziorność rocka przeplatała się nieustannie z lekkością jazzowej improwizacji.
Antymos Apostolis Trio to kolejne i jakże wspaniałe oblicze twórczości jednego z najwybitniejszych polskich gitarzystów. W trakcie koncertu muzyk prezentował utwory ze swojego ostatniego albumu "Miniatures". Usłyszeliśmy także te starsze, w tym rewelacyjny, pochodzący z płyty "Back to the North" - "Pinocchio's Dreams".
Muzyka Apostolisa to pełna przestrzeni wędrówka po świecie miejskich obrazów, jak zresztą same tytuły kompozycji podpowiadają: "Manhattan Circus", "Squares" czy "Midnight Walking ". To jakby zapisane w nutach wspomnienie podróży czy też odbytej trasy koncertowej po współczesnym świecie - od rocka po jazz - od zatłoczonego, industrialnego Nowego Jorku po spokojną, senną Grecję, z której przecież pochodzi i do której artysta nieustannie powraca.
Na scenie gitarzysta dyrygował triem, wyznaczał kierunek improwizacji i sprawnie przesuwał jej ciężar emocjonalny. Warto zauważyć, że towarzyszący mu muzycy nie grali dla zebranej publiczności, lecz dla niego samego. Apostolis był na scenie mistrzem, który bacznym, przychylnym okiem śledził ich solowe popisy. Rock i jazz zderzyły się tego niedzielnego wieczoru nie tylko kompozycyjnie, ale także temperamentalnie.
Grający "siłowo" na perkusji Krzysztof Dziedzic tworzył wraz z zestawem perkusyjnym prawdziwą hardrockową młockarnię, z kolei hipnotyzujący brzmieniami basu Adam Kowalewski zabierał słuchaczy w sugestywny świat jazzu.
Antymos Apostolis Trio przywołali swoim doskonałym, a przy tym kameralnym występem jeden z najciekawszych okresów w historii muzyki XX wieku. Chodzi o tak zwany czas fusion, czyli moment, gdy jazz spotkał się i, co ważniejsze, serdecznie zaprzyjaźnił z rockiem. Mieszanka ta pozwoliła tym dwóm, jakże zacnym stylom muzycznym, wykreować nowe bogactwo wyrazu.
Słuchając niedzielnego koncertu w klubie Pokład mogłem swobodnie przywołać świat gitarowych dźwięków, stworzony jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia przez Johna Mclaughlina czy potem przez Pata Metheny'ego, których przecież osobiście Apostolis spotkał na swoje drodze muzycznej. Nie ma w tym oczywiście zarzutów jakiejkolwiek wtórności, chodzi tylko o przypomnienie pewnej swobody tamtego okresu. Wówczas, bowiem muzyka, nawet ta studyjna, tworzyła się praktycznie sama, dyrygowana jedynie emocjami artystów.
Tekst i fot. Przemysław Rydzewski -
2009-10-22 : Anthimos Trio potrafi ożywić jazz-rocka
Jazz-rock to jeden ze stylów w jazzie, który budzi szczególne kontrowersje. Pod koniec lat 60. XX w. nieodwracalnie zrewolucjonizował muzykę jazzową, ale z biegiem czasu utonął w schematach i doczekał się wielu wprost kiczowatych przykładów. Na szczęście ta reguła nie obowiązuje wszystkich i trójmiejska publiczność miała ostatnio okazję spotkać się z elektrycznym jazzem zagranym z sercem i z wyobraźnią. Tym przypadkiem był niedzielny koncert Anthimos Apostolis Trio w gdyńskim klubie Pokład.
Apostolis Anthimos (rocznik 1954) doskonale pamięta czasy, gdy jazz-rock był muzyką awangardową. Co więcej, od początku własnej kariery, czyli wczesnych lat 70., ten styl był dla niego, obok czystego rocka i bluesa, jednym z głównych źródeł inspiracji. Jego styl gry wywodzi się w linii prostej od wielkich gitarzystów tamtej epoki - z jednej strony Jimiego Hendriksa, z drugiej Johna McLaughlina - ma jednak indywidualne piętno i własną, charakterystyczną tylko dla tego polskiego Greka, energię.
Znakomity gitarzysta albo potrafi pracować nad swoim artystycznym ego, albo ma naturalne dążenie do rozwoju, bowiem udało mu się ominąć większość pułapek, w które wpadli jego rówieśnicy i duża część młodszych gitarzystów. Przede wszystkim, co wyraźnie było słychać w minioną niedzielę, skłonność do popisu i wirtuozerii nie zabiła u niego pasji muzykowania i przyjemności dzielenia się muzyką z innymi. Anthimos potrafi zachwycić niewiarygodną, trudną do przewidzenia solówką, ale w razie potrzeby potrafi się schować za partnerami z zespołu, potrafi ich słuchać i pozwala im na wiele swobody. Do tego dochodzi osobista skromność i wdzięk w kontakcie z publicznością - gitarzysta pozwala muzyce uwieść słuchacza, sam pozostając w cieniu, unikając najmniejszych nawet gwiazdorskich gestów. Po trzecie, potrafi jazz-rocka zreformować brzmieniowo.
Brzmienie było odmienne od klasycznego w dużym stopniu za sprawą dwóch o pokolenie młodszych, świetnych muzyków tria. Perkusista Krzysztof Dziedzic i basista Adam Kowalewski to jedna z najlepszych sekcji rytmicznych w Polsce, na stałe współpracująca m.in. z Nigelem Kennedym. To oni wnieśli nową energię i nowy, pozbawiony funkowych manieryzmów, styl.
Tomasz Rozwadowski 2009-10-21
Źródło http://gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/1062487.html -
2009-01-13 : Miniatury Anthimosa powstały w trzy dni
Jest już nowa płyta Apostolisa Anthimosa, legendarnego gitarzysty SBB. Muzyk nagrał ją w trzy dni, a nad produkcją czuwał... przez telefon
Nie czuję się gwiazdą ani legendą. Jestem żywym muzykiem, wciąż staram się rozwijać. Ćwiczę grę na gitarze, bębnach, klawiszach. Codziennie uczę się nowych dźwięków - mówi muzyk. Dlatego jedynym zaproszonym na jego nową płytę muzykiem jest basista Robert Szewczuga. Na pozostałych instrumentach Anthimos gra sam. Fani SBB dobrze jednak wiedzą, że "Lakis" (to jego pseudonim) zna się też nieźle na gitarze basowej.
- Gram na basie, ale jest dużo lepszych basistów, z którymi warto grać. Robert to mój stały basista, chociaż zdarza się, że nie ma czasu. Wtedy trzeba kogoś szukać. W ostatnich latach grałem z sześcioma basistami i czterema bębniarzami. Na tej płycie sam zagrałem na bębnach, bo lubię - mówi Anthimos, który jako perkusista nagrywał m.in. płyty z Tomaszem Stańko i SBB.
"Miniatures", zgodnie z tytułem, zawiera 13 krótkich utworów, z których kilka trwa nawet mniej niż dwie minuty. Wiele z tych tematów powstało na koncertach. Teraz, grając je na żywo, Anthimos rozwija je na rożne sposoby.
Nagranie tej bardzo różnorodnej płyty trwało zaledwie trzy dni. - Potem miksowaliśmy ją korespondencyjnie, na telefon albo mailami. Powstało siedem różnych miksów. Po pierwszym dostałem nadciśnienia - było słychać tylko gitarę, nic więcej. Ale Piotrek Brzeziński to dobry realizator, efekt jest ok - opowiada Anthimos.
Teraz planuje trasę koncertową promującą nowy album. Wkrótce będzie też grał koncerty z SBB (26 stycznia zespół wyda nowy album "The Iron Curtain"). - Ostatnio jest trochę nagrań, trochę koncertów. Ale czasem się siedzi w domu dwa miesiące i nic się nie robi. W domu pracuje się nad sobą - mówi.
Marcin Babko, Gazeta Wyborcza -
2009-01-12 : Miniatures - recenzja w Teraz Rock
Miniatures, podobnie jak poprzedni jego solow album Back To The North, ukazuje frapujące, bardziej jazzrockowe oblicze tego gitarzysty. (...) Wspaniały feeling. Intensywna i barwna płyta...
Tak o nowym albumie Apostolisa pisze w Teraz Rock Łukasz Wewiór. Całą recenzję można znaleźć pod tym linkiem -
2008-11-21 : Miniatures - recenzja w Rock Area
Czy trzeba być fanem gatunku, aby mogła spodobać się konkretna płyta? Nie. Bywa czasem tak, że dzięki takiej płycie przychylnym okiem spogląda się później na podobne albumy.
Z muzyką gitarową bywa różnie. Jedni cenią najbardziej melodie, inni technikę, a jeszcze inni feeling. Wygląda na to że Apostolis Antimos ma fanów wśród wszystkich fanów gitary.
Grając w zespołach bluesowych jazzowych i rockowych, muzyk przez lata umacnia swoją pozycję na scenie. Kolejnym albumem solowym potwierdza, że ta pozycja jest dość mocna bo i utwierdzona na solidnych fundamentach.
Trzeci solowy album gitarzysty SBB (bo chyba to obecnie najbardziej znana rola Anthimosa), wydaje być się adresowany do wszystkich fanów gitary. Jest to płyta, po którą mogą sięgnąć słuchacze, którym przypadły do gustu jakiekolwiek z poprzednich dokonań gitarzysty. Płyta bowiem wypełniona jest przeróżnymi paletami brzmień i dźwięków. Mamy przecudnej urody melodie, nieszablonowe dziwne dźwięki i całą masę improwizacji.
Album jest zmienny i nie powinien znużyć nawet słuchaczy, którzy na co dzień nie obcują z muzyką instrumentalną.
W przypadku tak złożonego albumu nie będzie chyba nadużyciem kiedy rozbierzmy go na czynniki pierwsze. ?Sunrise? wita nas bardzo dziwnym wstępem opartym o instrumenty perkusyjne, lecz melodia, która pojawia się tuż po minucie trwania utworu jest w stanie wyryć się w pamięci - dla mnie to jedna z ulubionych fraz na płycie. ?Manhattan Circus? to utwór skomponowany zapewne z myślą o zwolennikach melodii. Ta jest tu bowiem budowana inteligentnie a temat rozwija się w sposób ciekawy. Kolejny jasny punkt albumu. ?Circles? to dziwny utwór, gdzie gitara na przemian, wydaje z siebie piski, a to wybrzmiewa na tle elektronicznego motywu i równie niespokojnej perkusji. To co zwraca uwagę w ?Pinochio's son?, to że melodie budowane przez gitary, nałożone są na bardzo fajnie brzmiący patent basu i ciepłe ściany klawiszy. Jest to kolejny utwór zorientowany na melodię. ?Far eastern road? to kawałek budowany na ciekawym ? nawet bardziej skomplikowanym motywie sekcji rytmicznej. Trzeba jednak przyznać, że sposób w jaki gitarzysta rozwija temat, jest zdecydowanie zorientowany w stronę jazzu.
W ?Squares? do głosu dopuszczona została sekcja... zarówno bas jak i perkusja wyczyniają przysłowiowe cuda, wianki... ?Midnight Walking? napisane na podstawie linii gitary basowej, stanowi ciekawe połączenie jazzowej maniery i melodii. Kolejny atut albumu i charakterystycznymi klawiszami. W ?Ta-Ta? po raz pierwszy na płycie pojawia się chwila w której każdy instrument wydaje się grać coś innego... utwór dodaje jednak nieco kolorytu i jest przerwą między melodyjnymi trackami. ?Triangle? z kolei pokazuje, że Apostolis Anthimos potrafi znakomicie posługiwać się ruchomym mostkiem, utwór bowiem przepełniają podciągane motywy.
?Oh, I can't stop? to krótka, acz ciepła i urokliwa kompozycja. ?Alpha? stanowi kolejny fragment albumu gdzie artysta przy spokojnym podkładzie (z jednym charakterystycznym motywem) może sobie poimprowizować... ?Sunset? zawiera tak fajną melodię, że aż żal, że jest rodzajem przerywnika. Album zamyka utwór ?Moussaka in Evening?, który zawiera kolejny ciekawy temat. Utwór melodyjny, ale w jakiś taki specyficzny jazzowy sposób.
Jedno z moich pierwszych przesłuchań albumu odbyło się w ulicznym korku. Doszedłem wówczas do wniosku, że muzyka jazzowa jest urokliwa jak miasto. Trudne, skomplikowane a czasami wręcz brzydkie ? jednak wielu ludzi chce w nim mieszkać. Nie tylko dlatego że to wygodne, ale ma też swój czar.
Płyta ?Miniatures? jest jak ładne miasto. Generalnie jest przyjemnie i fajnie, w pewnym czasie jednak możemy spodziewać się ulicznych korków czy innych komplikacji, które oczywiście niektórzy lubią, lub traktują jako swoisty urok życia w mieście.
8,5/10
Piotr Spyra
(tekst z portalu www.rockarea.eu)

